Zbrodnia pod Lwowem i pierwszy proces

W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w willi lwowskiego architekta Henryka Zaremby, w Łączkach koło Brzuchowic pod Lwowem, zginęła jego siedemnastoletnia córka Elżbieta, zwana Lusią. Dom prowadziła wtedy guwernantka Rita Gorgonowa, matka młodszej córki architekta. Sprawa nie miała bezpośredniego związku z Krakowem, ale to właśnie krakowski sąd wydał w niej ostatni wyrok, który utrzymał się do końca.

Śledztwo uznało, że sprawcą musiał być ktoś z domowników: nie znaleziono śladów obcej osoby na śniegu ani śladów włamania, a pies nie szczekał. Za najbardziej prawdopodobną uznano wersję obciążającą Gorgonową, którą aresztowano szybko. Sześć tygodni w areszcie spędził też Henryk Zaremba, podejrzewany początkowo o współudział. Rozważano także inne osoby z otoczenia domu. Oskarżona od początku do końca nie przyznawała się do winy.

Pierwszy proces toczył się we Lwowie od 25 kwietnia do 14 maja 1932 roku przed sądem przysięgłych. Przewodniczył mu Jan Antoniewicz, oskarżał Alfred Laniewski, a obronę prowadzili między innymi Maurycy Axer ze Lwowa, Mieczysław Ettinger z Warszawy i Józef Woźniakowski z Krakowa. Wyrok z 14 maja 1932 roku brzmiał: kara śmierci. Według Radia Kraków przysięgli głosowali w stosunku 9 do 3. Wyroku nie wykonano, ponieważ skazana była w ciąży; córkę Ewę urodziła w więzieniu 20 września 1932 roku.

Dlaczego sprawa wróciła na salę sądową

Wyrok lwowski nie został prawomocny. Sąd Najwyższy uchylił go, wskazując według Wikipedii na naruszenie przepisów postępowania: odrzucenie wniosków dowodowych obrony i zbyt ogólnikowe określenie czynu przypisanego oskarżonej. Sprawę rozpoznał więc ponownie Sąd Okręgowy w Krakowie, znów działający jako sąd przysięgłych. Źródła, z których korzystamy, nie podają, dlaczego wybrano akurat Kraków, dlatego nie będziemy tego uzasadniać domysłami.

Proces krakowski odbył się wiosną 1933 roku. Biegłym sądowym był prof. Jan Stanisław Olbrycht. Obrona podnosiła zaniedbania w zabezpieczeniu i badaniu śladów, podważała wiarygodność zeznań Stanisława Zaremby, brata zmarłej, który był w domu tej nocy, i kwestionowała ustalenia biegłych. Spór o dowody dotyczył między innymi grup krwi na chusteczce i futrze oskarżonej; ustalenia ekspertów podważał prof. Ludwik Hirszfeld. Oba procesy toczyły się pod silną presją prasy i opinii publicznej, bardzo niechętnych oskarżonej. W jej obronie pisały między innymi Elga Kern, Stanisława Przybyszewska, a podczas procesu krakowskiego Irena Krzywicka.

Wyrok krakowski i jego ocena

Wyrok zapadł 29 kwietnia 1933 roku. Sąd uznał Ritę Gorgonową za winną i skazał ją na osiem lat więzienia, przyjmując, że działała pod wpływem ogromnego wzruszenia. Podstawą był artykuł 225 paragraf 2 nowo wprowadzonego kodeksu karnego, a nie przepisy austriackie, według których sądzono we Lwowie. Za okoliczność łagodzącą uznano, że Lusia nie godziła się na związek ojca z guwernantką i że pod jej wpływem Zaremba zapowiedział zerwanie. Radio Kraków podaje, że dwunastu przysięgłych było jednomyślnych.

Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony 23 września 1933 roku, więc wyrok krakowski stał się ostateczny. Wznowienia procesu, które zapowiadali obrońcy, nie było. Karę odbywała w Fordonie, a od wiosny 1937 roku w Poznaniu. Miała ją zakończyć 24 maja 1940 roku, ale wyszła na wolność 3 września 1939 roku, w związku z wybuchem wojny, w ramach amnestii.

Wyrok od początku budził spory. Był to proces poszlakowy, a krytycy wskazywali na błędy śledztwa i na nastroje, w jakich zapadł. Irena Krzywicka użyła go jako argumentu przeciwko sądom przysięgłych, pisząc, że przysięgli są nieobyci z prawem. W 2014 roku spadkobierczynie Gorgonowej zapowiedziały próbę wznowienia sprawy i rewizji wyroku. Ustalenia sądów, a nie hipotezy, są tu jedyną podstawą: prawomocnie uznano ją za winną, a ocena tego rozstrzygnięcia pozostaje przedmiotem dyskusji historyków i publicystów.

Co wiadomo o dalszych losach

Dalsze losy Gorgonowej są niepewne, a źródła się rozchodzą. Wikipedia, powołując się na reportaż Cezarego Łazarewicza, wymienia kilka wersji: pobyt w Poznaniu do początku 1940 roku, potem w Warszawie i na Lubelszczyźnie, a od 1945 roku ślad się urywa. Łazarewicz przypuszcza, że została zamordowana w 1946 roku na Śląsku, inne relacje mówią o pobycie w zakładzie sióstr jadwiżanek albo o życiu na Śląsku jeszcze w latach sześćdziesiątych. Żadna z tych wersji nie jest potwierdzona dokumentem.

Sprawa przetrwała w kulturze. W 1977 roku Janusz Majewski nakręcił film fabularny Sprawa Gorgonowej, a w 2015 roku Teatr Stary w Krakowie wystawił sztukę Jolanty Janiczak o tym samym tytule. Książka Cezarego Łazarewicza Koronkowa robota z 2018 roku opisuje m.in. losy córki, która urodziła się w więzieniu i przez lata zmagała się z piętnem matki.