Tatry mają własny zbiór opowieści, które krążą wśród górali i taterników od dziesięcioleci, a często od wieków. Poniżej zebraliśmy trzy: o rycerzach śpiących w Giewoncie, o kowalu z Kościeliska i o Czarnej Damie spod Zamarłej Turni. Wszystkie są podaniami i tak należy je czytać. Zaznaczamy przy nich, kto je spisał, jeśli źródło to podaje.

Śpiące wojsko w Giewoncie

Giewont jest górą-symbolem, a jego zarys kojarzy się z sylwetką śpiącego rycerza. Według Wikipedii jedna z wersji legendy o rycerzach śpiących pod Tatrami, którzy obudzą się, gdy Polska znajdzie się w wielkim zagrożeniu, umiejscawia ich właśnie pod tą górą. Wiąże się to z licznymi jaskiniami w jej ścianach, wśród których są Jaskinia Śpiących Rycerzy i Jaskinia Śpiących Rycerzy Wyżnia w Małym Giewoncie.

Klub Podróżników przytacza opowieść, że zaklęte wojsko w podziemnych korytarzach Giewontu to przekaz znany od wieków na Podhalu, Orawie i Spiszu, a podobne podania opowiadają także na Słowacji. Czuwa nad nim król, którego podobizna jest wyryta w skale. Wojsko ma wstać, gdy na świecie przybędzie niesprawiedliwości i ludzkiej krzywdy. Według tej opowieści niektórzy mówią wtedy o końcu świata, ale górale w to nie wierzą.

Juhas Kuba z Jaworzyny

W wersji opracowanej przez Stanisława Kałamackiego młody juhas Kuba z Jaworzyny szuka zaginionej owcy i dochodzi aż pod Giewont. Ślady prowadzą go do groty, gdzie spotyka starca w koronie, czyli króla zaklętego wojska. Król wprowadza juhasa do drugiej jaskini, gdzie pod ścianami leżą uśpieni rycerze, i prosi, żeby Kuba opowiedział im o tym, co dzieje się na świecie. Juhas mówi o ludzkich krzywdach, o biedzie, ale i o dobrych ludziach, a także o zbójnikach, którzy mieli karać bogatych i pomagać biednym.

Rycerze pytają, czy czas już wstać. Król odpowiada, że jeszcze nie, a rycerze znów zasypiają. Kuba wraca z odnalezioną owcą na bacówkę i do końca życia pamięta słowa króla. Nikomu nie mówi, gdzie był.

Kowal Kuba z Kościeliska

Druga opowieść, również opracowana przez Kałamackiego, dotyczy Kuby z Kościeliska, który był najlepszym kowalem w okolicy. Pewnego dnia pod chałupę przychodzi do niego stary człowiek z prośbą o podkucie kilkuset koni. Kowal rusza z nim w stronę Giewontu. Przed grotą rozlega się grzmot, a skalny blok się rozsuwa. W środku, w jednej sali śpią rycerze, a w drugiej stoją ich konie. Kuba pracuje dwa dni i podkuwa wszystkie.

Kiedy jeden z rycerzy pyta, czy czas wstawać, stary człowiek odpowiada, że jeszcze nie, bo wojsko ma ruszyć dopiero wtedy, gdy przyjdą złe czasy dla kraju. Kowal dostaje woreczek pieniędzy. Gdy wychodzi z groty, skała się zasuwa i Kuba, mimo prób, nie trafia już do właściwej jaskini. To opowieść ludowa, a nie relacja z wydarzeń.

Skąd nazwa Giewont i inna legenda o górze

Nazwa góry nie ma ustalonego pochodzenia. Według Wikipedii najstarsze dokumenty wspominają o istnieniu w XVI wieku kopalni miedzi Gyewant w tej górze, a nazwa wywodzi się prawdopodobnie z niemieckiego słowa Wand, czyli ściana lub skała. Mariusz Zaruski uważał natomiast, że jak wiele innych nazw tatrzańskich pochodzi ona od nazwiska góralskiego rodu Giewontów.

Ta sama góra ma w opowieściach jeszcze jedną legendę. W wersji, którą publikuje Klub Podróżników, Giewont jest najmłodszym synem smoka i Magury, rycerzem broniącym rodzeństwa przed królem Mrozem. Mróz zamraża ziemię pod jego stopami, a Giewont zasypia, otulony przez litościwą Zimę białą chustą ze śniegu. Autor tej wersji nie jest w źródle podany.

Czarna Dama spod Zamarłej Turni

Inne podania wyrosły w środowisku taternickim. Portal Tatrzański pisze, że powtarzające się wypadki przy Zamarłej Turni budziły spekulacje, a z czasem zaczęto opowiadać o zjawie. Czarna Dama miała być kobietą w średnim wieku, w czarnej woalce i długiej sukni. Według opowieści strącała taterników w przepaść, a każdy, kto zginął na tej turni, miał ją zobaczyć tuż przed śmiercią. Początki zdobywania ściany były pełne wypadków doświadczonych wspinaczy, jak choćby sióstr Skotnicówny.

Portal podaje też, że część taterników łączyła powstanie legendy ze śmiercią Bronikowskiego, bo jego matka w żałobie często przesiadywała pod ścianą, gdzie zginął syn. Jan Długosz w opowiadaniu „Flirt z Czarną Panią” przedstawił zjawę jako dobrą, uczynną istotę, która niesłusznie bierze winę za każde nieszczęście w okolicy.

Powstała też opowieść o duchu Bronikowskiego. Według niej kilka lat przed wojną turysta wyruszył z Doliny Pięciu Stawów Polskich do Morskiego Oka przez Przełęcz Szpiglasową i został zaskoczony przez burzę. Na przełęczy zaczął mu towarzyszyć przybysz w staromodnym ubraniu, z latarenką. Kiedy wskazał Mnicha i powiedział, że się tam wybiera, przedstawił się jako Bronikowski. To taternicka opowieść, a nie fakt.

Dolina Kościeliska jako tło podań

Z podaniami o Kubie z Kościeliska i o zbójnikach często łączy się Dolina Kościeliska, druga co do wielkości dolina polskich Tatr po Dolinie Chochołowskiej, według Wikipedii. Dawniej prowadziła przez nią droga na Słowację, a w nazwach skał, takich jak Zbójnickie Okna czy Zbójnicka Turnia, zachowała się pamięć o zbójnikach.